Wakacje SALOSu i LSO
1 lipca 2018
REKOLEKCJE U FRANCISZKANÓW
2 grudnia 2018
Pokaż wszystko

LIST KATOLICKIEGO KSIĘDZA DO DZIENNIKARZA NEW YORK TIMES’A

Drogi Bracie i Siostro – Dziennikarzu! Jestem zwykłym katolickim księdzem. Jestem szczęśliwy i dumny z mojego powołania. Od dwudziestu lat pracuję jako misjonarz w Angoli. Widzę w wielu środkach przekazu, zwłaszcza w Waszej gazecie, szereg artykułów na temat księży pedofilów, wraz z dokładną analizą zachowań i życia niektórych księży.

I tak jest mowa o przypadku księdza z USA w latach 70-tych, kolejnego z Australii w latach 80-tych, i innych w ostatnim czasie … Oczywiście należy to surowo potępić! Niektóre artykuły dziennikarskie są wyważone i bezstronne, ale są także inne, pełne uprzedzeń, a nawet nienawiści. Fakt, że osoby, które powinny być obrazem miłości Boga, są jak sztylet w życiu niewinnych osób, sprawia mi ogrom- ny ból.

Nie ma słów, które mogłyby usprawiedliwić takie czyny. I nie ulega wątpliwości, że Kościół musi stanąć po stronie najsłabszych i najbardziej bezbronnych. Dlatego absolutnym priorytetem będą zawsze wszelkie środki podejmowane w celu zapobiegania i ochrony godności dzieci.

Jednak zadziwia brak informacji i zainteresowania tysiącami księży, którzy poświęcają swoje życie milionom dzieci, młodzieży i najbardziej pokrzywdzonych osób w każdym zakątku świata! Sądzę, że Waszej gazety nie interesuje to, że w 2002 roku, przechodząc przez pola minowe, musiałem przenieść wiele niedożywionych dzieci z Cangumbe do Lwena (Angola), gdyż ich los nie interesował ani rządu, ani organizacji pozarządowych.

Nie ma także znaczenia dla Was to, że musiałem po- grzebać dziesiątki dzieci, które zginęły próbując uciec ze stref objętych wojną, albo wracając do domu, ani to, że uratowaliśmy życie tysiącom ludzi w prowincji Moxico (Angola) dzięki jedynej naszej stacji medycznej na obszarze 90 tysięcy km2, a także dzięki dystrybucji żywności i nasion siewnych.

Nie interesuje Was również to, że w ciągu ostatnich dziecięciu lat daliśmy możliwość nauki i wychowania ponad 110 tysiącom dzieci … Nie ma żadnej wzmianki w mediach, że wraz z innymi kapłanami, musiałem stawić czoła kryzysowi humanitarnemu, który dotknął prawie 15 tysięcy ludzi, w tym także garnizony partyzantów po kapitulacji, ponieważ nie dotarły tam żadne artykuły żywnościowe, ani od rządu, ani od ONZ.

Nie ma informacji, że 75-letni kapłan, ksiądz Roberto, każdej nocy przemierza ulice miasta Luanda i opiekuje się dziećmi ulicy, przyprowadza je do domu, starając się je przekonać do detoksykacji od benzyny, a setki z nich podejmuje alfabetyzację. Nie nadaje się rozgłosu informacjom, że inni kapłani, jak ojciec Stefano, opiekują się i zabiegają o ochronę dzieci bitych, doświadczających przemocy i znęcania się.

Tysiące księży poświęca swoje życie milionom dzieci, młodzieży i najbardziej pokrzywdzonych osób w każdym zakątku świata.

I nie ma znaczenia, że brat Maiato, mimo swoich 80 lat, chodzi od domu do domu, pocieszając ludzi chorych i nie mających żadnej nadziei. Nie przeczytamy, że ponad 60 tysięcy kapłanów i zakonników, spośród grona 400 tysięcy, opuściło swoją ojczyznę i rodzinę, aby służyć swoim braciom w leprozoriach, szpitalach, obozach dla uchodźców, w ośrodkach dla dzieci oskarżanych o czary lub dla sierot, których rodzice zmarli na AIDS, w szkołach dla najuboższych, w centrach kształcenia zawodowego, w ośrodkach opieki dla za- rażonych HIV/AIDS … albo, zwłaszcza w parafiach i na misjach, zachęcając ludzi do dobrego życia i do miłości.

Nie ma informacji, że mój przyjaciel, ksiądz Marco Aurelio, aby ocalić grupę młodych ludzi w czasie wojny w Angoli, przeprowadził ich z Kalulo do Dondo, a w drodze powrotnej do swojej misji zginął przeszyty serią kul; nie wzbudza zainteresowania fakt, że brat Francesco i pięć katechetek, którzy jechali pomóc ludziom w odległych i niedostępnych obszarach wiejskich zginęli w wypad- ku samochodowym; nikogo nie interesuje to, że dziesiątki misjonarzy w Angoli zmarło w wyniku zwykłej malarii z powodu braku opieki zdrowotnej; że inni wylecieli w po- wietrze na minie, udając się do swoich wiernych.

Na cmentarzu w Kalulo znajdują się groby pierwszych księży, którzy przybyli tam jako misjonarze … żaden z nich nie miał jeszcze 40 lat! Nie warto publikować artykułów o codziennym życiu „normalnego” kapłana, o jego radościach i trudach, o oddaniu swojego życia bez rozgłosu na rzecz społeczności, której służy.

Prawdą jest, że nie staramy się lansować nowin, ale po prostu staramy się nieść Dobrą Nowinę, tę, która bez rozgłosu miała miejsce w Poranek Zmartwychwstania. Więcej hałasu robi drzewo, które upada, niż las, który rośnie.

Nie jest moją intencją brać w obronę Kościół i kapłanów.

Kapłan nie jest ani bohaterem, ani neurotykiem. Jest prostym człowiekiem, który w swoim człowieczeństwie stara się naśladować Jezusa i służyć braciom. Są w nim słabości, bieda i kruchość, jak u każdego człowieka; ale jest też piękno i dobroć, jak w każdym stworzeniu … Obstawać w obsesyjny i natrętny sposób przy temacie, nie biorąc pod uwagę całościowej wizji, tworzy w istocie obraźliwą karykaturę katolickiego kapłaństwa i czuję się przez to urażony.

Dziennikarzu: szukaj Prawdy, Dobra i Piękna. Wszystko to uczyni Cię szlachetnym w Twoim zawodzie. Przyjacielu … tylko o to Cię proszę…

Pozostaję w Chrystusie ksiądz Martín Lasarte Topolanski SDB

List został wysłany w kwietniu 2010 roku do redakcji New York Times’a, jednego z najważniejszych amerykańskich dzienników, wychodzącego w Nowym Jorku. Jego autorem jest urugwajski salezjanin – ksiądz Martín Lasarte Topolanski, przez 25 lat misjonarz w Angoli (1991-2016), obecnie pracujący w Dykasterium misyjnym salezjanów w Rzymie. Redakcja New York Times’a nigdy nie opublikowała listu.

 

 

Komentarze są wyłączone.